WŁADYSŁAW TATARKIEWICZ
Jak Libelt, był pod urokiem Hegla; ale i u niego była Heglowska raczej metoda niż treść. Jego pogląd na świat miał osnowę nie w oderwanej idei, lecz w osobowym Bogu.

Więcej...
STANISŁAW BRZOZOWSKI
„Historja sztuki“ napisana niezrównaną polszczyzną Kremera - byłaby sama utworem sztuki, byłaby ozdobą i wiecznie trwałym pomnikiem literatury polskiej.

Więcej...
STEFAN KOŁACZKOWSKI
Gdy się ogrania całość pism Kremera o sztuce, wciąż jeden nasuwa się wniosek: dosięgal on wysokiego poziomu artystycznego, mysli filozoficznej, znał i chwile wnziosłości i głebokiej powagi, lecz nie utrzymywał się nigdy na tym poziomie dłużej; zwyciężała go staropolska, prosta jowialność, zdrowy rozsądek bliższy, bardziej rodzimy mu byl, niż filozofja.
S. Kołaczkowski, „Estetyka Józefa Kremera”, „Przegląd Filozoficzny”, R. 19: 1916, z. 4, s. 282
EDWARD DEMBOWSKI
Prawdziwie bolesny jest dopiero widok męża, który zdobywszy sobie filozoficzne stanowisko zdawał się rokować, iż będzie zorzą postępu a jako ślimak w martwej zawrze się skorupie i zamrze dla życia w todze filistrowskiej pedanterii, i nie wprowadza w żywot wyrobionej myśli filozoficznej - lecz najprzykrzejszym nas przejmuje bólem bez zaprzeczenia widok, iż mąż takowy myśl swoją wprowadza w żywot, lecz wprowadza ją zwichniętą, wykrzywioną, fałszywą. W ostatnim przypadku jest właśnie pan Józef Kremer w swych „Listach z Krakowa“. Z boleścią przychodzi nam czynić mu tak wielki zarzut, z boleścią, powtarzamy - nie dla czczej formy wymuskanej grzeczności, bo nam konwenienicje są niczym, lecz dla samej istoty rzeczy, dla samego talentu i zasług Kremera jego upadku bolesny nam. Wolelibyśmy stokroć, żeby był odstąpił od dzisiejszych filozofii, żeby nam się sprzeniewierzył, żebyśmy w nim mogli mieć wroga - walczyć z nim byłoby nam jeszcze bolesną rozkoszą; ale widzieć męża tylu zasług, męża który pierwszy raz z zacnym Karolem Libeltem, pierwszy w polskiej mowie szerzył zasady filozofii bezwzględnego stanowiska, a szerzył je mową tak jasną, tak cudnie kwiecistą, przystępną, ludową, że po wieki wzorem zostanie wysłowienia myśli abstrakcyjnej, widzieć tego męża tak młodych dążeń i młodego zapału, widzieć go zabijającego postępowość w rozwijaniu dziedzin umysłowych - to jest okropnym, przerażającym! To już wszelki zapał i wszelką odbiera odwagę.
E. Dembowski, „Pisma”, t. 3, Kraków 1955, s. 254
STANISŁAW BRZOZOWSKI
Wykład systematyczny filozofii jako całość jest rzeczą wprost nieczytelną; spotwarzona „Myślini“ Trentowskiego może uchodzić za odpoczynek po czytaniu tego dzieła Kremera. Plątanina myśli, często wprost nie do rozwikłania, odstręcza majwytrwalsze umysły; na domiar złego narzucona sobie przez Kremera dialektyka Heglowska zmiażdżyła swoim ciężarem cudny styl jego; wykład systematyczny jest po większej części pisany nudnie, oschle, jak banalny szkolny podręcznik. Na szczęście dla siebie miał zwyczaj Kremer streszczać każdy rozdział w końcowym ustępie i zaniechawszy sztucznego szematyzmu dialektycznego, przywracał swodobę swej twórczości językowej. Gdyby ustępy te zebrać odpowiednio i dołączyć do nich od biedy rozprawę o duszy, otrzymalibyśmy coś, coby się mogło nazywać „filozofią na użytek rodzin“. Byłaby to książka bardzo przydatna do głośnego czytania w długie wieczory zimowe w kółku rodzinnym.
S. Brzozowski, „Józef Kremer jako pisarz, filozof i estetyk”, Warszawa 1902, s. 69
MAURYCY STRASZEWSKI
Mamy teraz myśleć o Józefie Kremerze, który słynie ze wspaniałej działalności naukowej na polu filozofji, szczególniej estetyki. Zowią go nawet „ojcem estetyki polskiej“, chociaż Łęski, Czajkowski lub Ankiewicz uprzedzili go przy wprowadzaniu znawstwa piękna do piśmiennictwa naszego, a współczesny mu Libelt utworzył nawet formalny system estetyki; atoli Kremer wzniósł się nad innych takim polotem ku pięknu, zajaśniał takim żarem wykładu i stał się takim apostołem piekna wśród najszerszych warstw społeczeństwa, że właściwie on był dla narodu pierwszym i wielkim nauczycielem estetyki. [...]
Goreje więc przed nami postać i umysł Kremera, jak jasne ognisko, płomienne umiłowaniem piękna i samo piękne. Wszakże mnóstwo ustępów z pism kremerowskich należy do platońskiej i nietzsche-ańskiej granicy pomiędzy filozofją a poezją: Kremer często bywa jeszcze filozofem, a już poetą.
M. Straszewski, „Polska Filozofja narodowa”, Kraków 1921, s. 407, 409
MICHAŁ SOBESKI
Któż czyta dzisiaj dzieła Kremera? Może głównym powodem tego zapomnienia jest zbytnia kwiecistość i czasami wprost nieznośny patos jego stylu. Lecz mimo to dzieje mu się krzywda. Wietrząc zazwyczaj w Kremerze jeno zatwardziałego idealistę z pod sztandaru Hegla zapomina się, że potrafił, mimo całej swej abstrakcyjnej dialektyki, oddać życiu, co się życiu należy. Najlepszym dowodem jego nauka o indywidualności w sztuce.
M. Sobeski, „Filozofja sztuki”, t. 1, Warszawa 1917, s. 131
BRONISŁAW TRENTOWSKI
W Kremerze Spekulacya niemiecka przestaje być li czystem myśleniem i rzeczą samej głowy. Tu jest także miłość, rzecz serca. - W Kremerze Spekulacya ta przestaje być Panteizmem i wylewa się w Chrześcijaństwo, a przyjmuje uzacnienie najwyższego stopnia; do jakiego tylko była zdolna. - Tu znowu duch polski górą. I widzimy ciągle, że czego się jedno on dotknie, zgoła Spekulacyi niemieckiej, tak w sobie wyłącznej, pod tchnieniem jego wszystko podnosi się ku niebu i szlachetnieje.
B. Trentowski, „Panteon wiedzy ludzkiej”, t. 3, Poznań 1881, s. 73
KAZIMIERZ CHŁĘDOWSKI
Cichy, spokojny uczony, wiecznie zajęty swoimi książkami i przygotowywaniem się do wykładów, nie troszczył się zupełnie o swoich pensjonariuszy, którzy woleli oczywiście z aktorkami oddawać się studiom sztuk pięknych, aniżeli słuchać rozmów nudnego profesora.
K. Chłędowski, „Pamiętniki”, t. 1, Kraków 1957, s. 135