EDWARD DEMBOWSKI
Prawdziwie bolesny jest dopiero widok męża, który zdobywszy sobie filozoficzne stanowisko zdawał się rokować, iż będzie zorzą postępu a jako ślimak w martwej zawrze się skorupie i zamrze dla życia w todze filistrowskiej pedanterii, i nie wprowadza w żywot wyrobionej myśli filozoficznej - lecz najprzykrzejszym nas przejmuje bólem bez zaprzeczenia widok, iż mąż takowy myśl swoją wprowadza w żywot, lecz wprowadza ją zwichniętą, wykrzywioną, fałszywą. W ostatnim przypadku jest właśnie pan Józef Kremer w swych „Listach z Krakowa“. Z boleścią przychodzi nam czynić mu tak wielki zarzut, z boleścią, powtarzamy - nie dla czczej formy wymuskanej grzeczności, bo nam konwenienicje są niczym, lecz dla samej istoty rzeczy, dla samego talentu i zasług Kremera jego upadku bolesny nam. Wolelibyśmy stokroć, żeby był odstąpił od dzisiejszych filozofii, żeby nam się sprzeniewierzył, żebyśmy w nim mogli mieć wroga - walczyć z nim byłoby nam jeszcze bolesną rozkoszą; ale widzieć męża tylu zasług, męża który pierwszy raz z zacnym Karolem Libeltem, pierwszy w polskiej mowie szerzył zasady filozofii bezwzględnego stanowiska, a szerzył je mową tak jasną, tak cudnie kwiecistą, przystępną, ludową, że po wieki wzorem zostanie wysłowienia myśli abstrakcyjnej, widzieć tego męża tak młodych dążeń i młodego zapału, widzieć go zabijającego postępowość w rozwijaniu dziedzin umysłowych - to jest okropnym, przerażającym! To już wszelki zapał i wszelką odbiera odwagę.
E. Dembowski, „Pisma”, t. 3, Kraków 1955, s. 254